O oszczędzaniu słów kilka.

Każdy rodzic powinien oszczędzać i nie mówimy tu o fanatyzmie. Przecież przesada w każdą ze stron jest zła. Odkładanie pieniędzy, zwłaszcza, kiedy ma się już rodzinę, nie jest rzeczą łatwą. Każdy dziś zdaje sobie sprawę, jak ciężko jest nie wydać całej pensji, bo przecież trzeba z czegoś żyć, bo dzieci chcą tego, bo trzeba zapłacić rachunki.  Dodatkowo, oszczędzanie na wszystkim, dosłownie na wszystkim jest grubą przesadą. Kaprysy, zachcianki też przecież mają prawo być i istnieć. Coś nam się przecież od tego życia należy drogie mamy;)

Jednak, kiedy już stajemy przed decyzją czy oszczędzać – nasza odpowiedź zawsze powinna brzmieć TAK.  Przy okazji, warto do tej zabawy wciągnąć nasze pociechy. Dla nich to świetna rozrywka a dla Was podreperowanie domowego budżetu i więcej czasu z dzieckiem.

Ale zaraz, jak to zrobić? Najlepiej zacząć oszczędzać małymi kroczkami. Powoli, ale zawsze do przodu i zawsze do celu. Myślice, że tak się nie da? Owszem da! I to w bardzo prosty dla Was sposób.

 

Oto przepis na oszczędzanie:

  1.  1 sztuka słoika np. po sosie, czy ulubionych ogórkach (warto poprosić, by wasze dziecko pomogło przy jego dekoracji, to świetna zabawa, która będzie wprowadzeniem do nauki).
  2.  Silna wola ( ach ta mityczna silna wola! Ale da się ją z siebie wykrzesać, oczywiście przy wsparciu malucha;)).
  3.   Płatność gotówką ( kiedy masz taką możliwość płać gotówką a nie kartą. Pieniędzy na karcie nie widzisz, więc łatwiej ci je wydać).

 

Jak  połączyć składniki, by wyszły nam upragnione oszczędności?

Za każdym razem, kiedy dzielnie maszerujesz ze swoją pociechą do sklepu, na pocztę czy zapłacić rachunki, pomyśl przez chwilę : dziś oszczędzę, na pewno się uda. Kiedy już działanie motywacji na swoją podświadomość masz za sobą, zrób sprawunki, zapłać rachunki i wracajcie do domu.

Ale zaraz, zaraz, ktoś powie. Co to za oszczędzanie?!  Przecież zakupy z dzieckiem to istny koszmar, bo zawsze czegoś chce, więc co to ma wspólnego z oszczędzaniem?

Już wyjaśniam.

Untitled

Przychodzisz do domu, wyciągasz przygotowany wcześniej przystrojony słoik i prosisz dziecko, by wrzuciło do niego 5 zł, które zostało ci wydane, a Ty zakręcasz go mocno i stawiasz na widoku. Brawo! Właśnie udało się wam zaoszczędzić. Dziecko jest dumne, że mogło się do tego przyczynić i gwarantuje ci, że jeśli tę czynność powtórzycie kilka, bądź kilkanaście razy wspólnie, pociecha sama będzie cię pilnować, byś wrzuciła bilon do tego słoika. Rób tak za każdym razem, kiedy w Twoim portfelu znajdzie się 5 zł!  Chcesz, by dziecko w tym uczestniczyło? Poproś je, by zaopiekowało się słoikiem i pilnowało Twoich „wpłat”.

Skuteczne? Oczywiście

5zł jest magiczne? Nie, to nie oto chodzi!

Jeśli wprowadziłam cię w błąd to przepraszam. Dementuję w takim razie, że 5 zł jest magiczną monetą, która rozmnaża oszczędności w mgnieniu oka a do tego dzięki niej nie ma się ochoty na odkręcenie słoika i wyciągnięcie „piątaka” np. na… kawę czy lizaka. Przyczyna wyboru akurat tej monety jest bardzo przyziemna.  5 zł po prostu zdarza się na tyle rzadko, żebyś mogła pozwolić sobie na odkładanie, ale na tyle często, byś mogła sobie coś odłożyć. A po co ten słoik? A po to, żebyś widziała, jakie efekty daje Twoja ciężka praca i silna wola oraz by uczyć swoje dziecko oszczędzać i gospodarować odpowiednio pieniędzmi.

 

Powodzenia! Na pewno dasz radę w końcu masz najlepszego pomocnika na świecie – swoje dziecko;)

A.

No Comments Yet.

Leave a comment